"Kłamstwo numer jeden"
Po kilku godzinach byłam z Mikem w domu. Strasznie mnie te zakupy wymęczyły. Stwierdzam, ze mój brat nie ma za grosz gustu co do wybierania biżuterii, ale nie będę się go czepiać. Trzeba chłopaka wyszkolić i tyle. Po tych całych zakupach okropnie zgłodniałam. Od razu po przyjściu do domu rzuciłam się na lodówkę i wzięłam mój ulubiony jogurt do picia, a następnie poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam rozpakowywać wszystkie rzeczy z toreb. Zaczynając od ubrań, poprzez buty i kończąc na dodatkach. Takie sezonowe zakupy.
-Pezz, masz gościa!- usłyszałam głos Mike'a z korytarza. Odstawiłam szybko jogurt i pognałam do przedpokoju.
-Austin!- krzyknęłam z końca korytarza i przytuliłam się do chłopaka. Jego mocne dłonie objęły moją talie, a ja schowałam głowę w jego ramiona.
-Dobra, dobra. Weźcie, bo zanosi się na jakąś komedię romantyczną- powiedział Mike, odwracając się do nas tyłem.
-Powiem to samo, jak będziesz się obściskiwał z Maddie!- odpowiedziałam bratu i poszłam z Austinem do pokoju. Austin Austinem, ale jak on wygląda? Cóż... Austin jest szatynem z pięknymi, zielonymi oczami. Włosy zazwyczaj stawia sobie na żel, chodzi w bejsbolówkach, wiecie. Typowy, popularny facet. Jednak ma cudowny charakter, serio.
Szatyn usiadł na łóżku, a ja kontynuowałam moje rozpakowywanie toreb.
-Słuchaj, musimy pogadać- zaczął Austin.
-Własnie wiem! Ja nie wiem co ty chcesz na urodziny. Zastanawiam się co prawda co mam zorganizować, ale tak naprawdę nie wiem na co się zdecydować- zaczęłam, cały czas rozpakowując torby.
-Dobrze wiesz, że nie musisz nic robić dla mnie- uśmiechnął się uroczo Austin.
-Ooo, jakie to słodkie, skarbie- zaśmiałam się melodyjnie i dosyć głośno zgniotłam jedną, papierową torbę.
-Perrie! Wypiłaś mój jogurt- wparowała do pokoju Noemi, oskarżając mnie o wypicie JEJ jogurtu.
-Oj, daj spokój. Jutro ci kupię, uspokój się już- powiedziałam, nawet nie spoglądając na Emi.
-ALE JA MAM OCHOTĘ NA NIEGO TERAZ!- krzyknęła dziewczyna i zatrzasnęła drzwi.
-Matko boska, ta jak zwykle ma problemy- zaczęłam narzekać.- Jakby nie miała ważniejszych rzeczy do roboty.
Zaczęłam rozpakowywać kolejną torbę z ubraniami, a Austin tępo się patrzył. Spojrzałam na niego. Zostawiłam te cholerne ubrania i usiadłam obok niego.
-Austin, co się dzieje?- zapytałam, patrząc chłopakowi prosto w oczy.
-Ja...- zaczął Austin, ale krzyk mojej mamy z kuchni mu przerwał.
-Zaraz pójdziemy na kolacje, mamo!- krzyknęłam.
-Jutro pogadamy, Perrie. Muszę lecieć- powiedział Austin i wyszedł z mojego pokoju przez drzwi tarasowe. Pomachał mi i przesłał buziaczka, a ja się delikatnie uśmiechnęłam. O co mogło mu chodzić? Mam nadzieję, ze to nic poważnego. Wstałam z łóżka i powlokłam się do kuchni, gdzie mama już tłumaczyła Noemi, ze kupi jej całą zgrzewkę jogurtów i ma nie panikować.
Usiedliśmy całą rodziną do kolacji i zaczęliśmy jeść. Każdy opowiadał co dzisiaj robił, co mu się zdarzyło, a na koniec było losowanie kto sprząta po kolacji. Wypadło na Mike'a, więc ja wróciłam się do pokoju. Nagle zadzwonił mój telefon, odebrałam. W słuchawce odezwała się Maddie- dziewczyna Mike'a.
-Pezz, powiedz proszę Mike'owi, żeby jutro wziął ode mnie swoje książki, te co mi pożyczył, okej? Ma moje klucze, ale niech je zostawi pod wycieraczką, sądzę że nie będą mu więcej potrzebne- powiedziała szybko Mads.
-O czym ty mówisz?
-Zerwaliśmy ze sobą. To ty nic nie wiesz? Kilka dni temu stwierdziliśmy, że nie ma sensu ciągnąć tego dwuletniego związku dłużej- powiedziała dziewczyna, a potem szybko się rozłączyła.
Koniec związku? Dwuletniego? Rozstali się kilka dni temu? DLACZEGO MIKE MNIE OKŁAMAŁ?
-Pezz, masz gościa!- usłyszałam głos Mike'a z korytarza. Odstawiłam szybko jogurt i pognałam do przedpokoju.
-Austin!- krzyknęłam z końca korytarza i przytuliłam się do chłopaka. Jego mocne dłonie objęły moją talie, a ja schowałam głowę w jego ramiona.
-Dobra, dobra. Weźcie, bo zanosi się na jakąś komedię romantyczną- powiedział Mike, odwracając się do nas tyłem.
-Powiem to samo, jak będziesz się obściskiwał z Maddie!- odpowiedziałam bratu i poszłam z Austinem do pokoju. Austin Austinem, ale jak on wygląda? Cóż... Austin jest szatynem z pięknymi, zielonymi oczami. Włosy zazwyczaj stawia sobie na żel, chodzi w bejsbolówkach, wiecie. Typowy, popularny facet. Jednak ma cudowny charakter, serio.
Szatyn usiadł na łóżku, a ja kontynuowałam moje rozpakowywanie toreb.
-Słuchaj, musimy pogadać- zaczął Austin.
-Własnie wiem! Ja nie wiem co ty chcesz na urodziny. Zastanawiam się co prawda co mam zorganizować, ale tak naprawdę nie wiem na co się zdecydować- zaczęłam, cały czas rozpakowując torby.
-Dobrze wiesz, że nie musisz nic robić dla mnie- uśmiechnął się uroczo Austin.
-Ooo, jakie to słodkie, skarbie- zaśmiałam się melodyjnie i dosyć głośno zgniotłam jedną, papierową torbę.
-Perrie! Wypiłaś mój jogurt- wparowała do pokoju Noemi, oskarżając mnie o wypicie JEJ jogurtu.
-Oj, daj spokój. Jutro ci kupię, uspokój się już- powiedziałam, nawet nie spoglądając na Emi.
-ALE JA MAM OCHOTĘ NA NIEGO TERAZ!- krzyknęła dziewczyna i zatrzasnęła drzwi.
-Matko boska, ta jak zwykle ma problemy- zaczęłam narzekać.- Jakby nie miała ważniejszych rzeczy do roboty.
Zaczęłam rozpakowywać kolejną torbę z ubraniami, a Austin tępo się patrzył. Spojrzałam na niego. Zostawiłam te cholerne ubrania i usiadłam obok niego.
-Austin, co się dzieje?- zapytałam, patrząc chłopakowi prosto w oczy.
-Ja...- zaczął Austin, ale krzyk mojej mamy z kuchni mu przerwał.
-Zaraz pójdziemy na kolacje, mamo!- krzyknęłam.
-Jutro pogadamy, Perrie. Muszę lecieć- powiedział Austin i wyszedł z mojego pokoju przez drzwi tarasowe. Pomachał mi i przesłał buziaczka, a ja się delikatnie uśmiechnęłam. O co mogło mu chodzić? Mam nadzieję, ze to nic poważnego. Wstałam z łóżka i powlokłam się do kuchni, gdzie mama już tłumaczyła Noemi, ze kupi jej całą zgrzewkę jogurtów i ma nie panikować.
Usiedliśmy całą rodziną do kolacji i zaczęliśmy jeść. Każdy opowiadał co dzisiaj robił, co mu się zdarzyło, a na koniec było losowanie kto sprząta po kolacji. Wypadło na Mike'a, więc ja wróciłam się do pokoju. Nagle zadzwonił mój telefon, odebrałam. W słuchawce odezwała się Maddie- dziewczyna Mike'a.
-Pezz, powiedz proszę Mike'owi, żeby jutro wziął ode mnie swoje książki, te co mi pożyczył, okej? Ma moje klucze, ale niech je zostawi pod wycieraczką, sądzę że nie będą mu więcej potrzebne- powiedziała szybko Mads.
-O czym ty mówisz?
-Zerwaliśmy ze sobą. To ty nic nie wiesz? Kilka dni temu stwierdziliśmy, że nie ma sensu ciągnąć tego dwuletniego związku dłużej- powiedziała dziewczyna, a potem szybko się rozłączyła.
Koniec związku? Dwuletniego? Rozstali się kilka dni temu? DLACZEGO MIKE MNIE OKŁAMAŁ?